wtorek, 21 kwietnia 2015

Rękodzieło uczy cierpliwości

         Oto coś, co wyszło lepiej niż się spodziewałam. Nawet mi się podoba - he, he. Tabliczka z sentencją do przedpokoju, aby witała nas i naszych gości od progu, aby pokazywała, co jest dla nas ważne, jaki stosunek mamy dla naszego domku. Amerykanie mają swoje "Home Sweet Home", a my mamy "Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej", i właśnie tego drugiego powiedzenia użyłam. Przez chwilę się wahałam nad pierwszym, bo drugiego raz już w swoich pracach użyłam, ale wygrała we mnie siła odpowiedzialna za walkę z amerykanizacją naszego języka i życia. Po wybraniu tekstu przystąpiłam ostro do realizacji. Zagruntowałam tabliczkę, idealnie gładko przykleiłam serwetkę, wyszła tak fajnie pod kątem, było super nawet w stanie surowym. Wyszły mi nawet jakieś perforacje z serwetki, które sprawiały wrażenie, jakby coś było jeszcze maczkiem napisane. Normalnie fantastycznie !!! Zachwycona delikatnie lakierowałam. Bardzo mało lakieru, aby serwetka pod wpływem wilgoci nie pomarszczyła się broń Boże. Prawie suchy pędzel wielokrotnie przesuwał się po serwetce dając się jej napić jedynie minimalną ilością chemii. Tylko spokojnie, powoli, bez nerwowych ruchów. Tylko spokój może nas uratować. Powolutku!!! Dobra. Niech sobie schnie. Chyba się udało. Wybrałam czcionkę, wielkość liter, zrobiłam odbicie lustrzane i nacisnęłam "drukuj". Nożyczki, przymiarka i smarowanie transferem. Tabliczkę i kartkę. Szybkim ruchem przytknęłam do siebie. Dokładne wyprasowywanie pęcherzyków powietrza. Minuty leciały, a ja wpatrywałam się jak schnie, tak się wpatrywałam, że dziwne, że tabliczka nie zapłonęła. Ok Woda z kubka na palec i powoli rolujemy, rolujemy. No żeż... Napisy schodzą. Ok. Przeżyję. Będzie, że tak staro ma być, że się przez lata wytarły. Jedziemy dalej. No nie wierzę. Udziubała się serwetka na brzegu. Spokojnie, nie krzycz !!! Jakoś to uratujemy. Tu trzeba troszeczkę fałdę odciąć, coś dosztukuje, nie będzie widać, a tu co się dzieje.........????? Co to tak lekko schodzi. Co tu jest grane. No nie! Cała serwetka w pewnym momencie została mi w ręce, a tabliczka czyściutka uśmiechała mi się z blatu. Myślałam, że tym wszystkim trzasnę zaraz. Ale spokojnie - rękodzieło uczy cierpliwości. Wzięłam drugą połowę serwetki, ponownie przykleiłam (nie udało mi się już takiego fajnego kąta uzyskać i efektu pisma maczkiem), ale też było fajnie (jak w "Poranku Kojota" - "bunkrów nie ma, ale też jest fanie") Teraz duuużo lakieru, duuużo. Nowa czcionka, nawet fajniejsza i rolujemy. W pierwotnych planach, jeszcze miałam postarzyć brązową farbą brzegi, ale wyszło tak fajnie, klarownie, czysto, że już nie chciałam brudzić. Fajnie będzie wyglądać w przedpokoju ze starymi białymi meblami - świetnie się skomponuje.



5 komentarzy:

  1. No i super wyszło :)) ja też ostatnio robię ukłon i wybieram napisy w ojczystym języku :)))

    OdpowiedzUsuń
  2. Rewelacja! :) Właśnie zaczynam swoją artystyczną przygodę w tym kierunku - i mam pytanie: czy jak się roluje papier przy transferze to zostaje gładka powierzchnia czy jest widoczna delikatna warstewka papieru? Bo przy transferowanych literkach na deseczce jest idealnie gładko... mi niestety tak nie wychodzi :/
    Ania

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po zrolowaniu zostaje idealnie gładka powierzchnia. Widać, że w miejscach, gdzie był nałożony preparat do transferu lekko błyszczącą powierzchnię, ale to niweluje się po nałożeniu lakieru. Ja używam matowego, ale i tak błysk znika. Gorzej, jakby pozostawić niepolakierowaną powierzchnię. Nie wiem, dlaczego Tobie nie wychodzi. Ja używam sprawdzonego preparatu firmy Heritage dedykowanego wyłącznie do transferu i wychodzi za każdym razem idealnie. Pozdrawiam

      Usuń