Oto druga tabliczka z sentencją, której bazę udało mi się korzystnie kupić (opis Tu). Tu również trafił cytat Antoine’a de Saint-Exupéry’ego. Również autora sprawdziłam po dokonanym wyborze. Ile w tym "małym Księciu" jest ukrytej prawdy... Człowiek uczy się na błędach... Już wiem, żeby nie wybierać długich cytatów. Ciężko jednym spojrzeniem objąć cały tekst i trzeba chwilę poświęcić czasu na przeczytanie i zrozumienie przesłania. W tego rodzaju pracach chyba nie o to chodzi. To powinno być parę słów wywołujących refleksję i zostających z nami do końca dnia. Druga sprawa to te nieszczęsne transfery. Rolowałam i rolowałam i nic już nie było widać - nawet po przeschnięciu. Nałożyłam lakier i dopiero gdzieniegdzie powyłaził ohydny papier. Pierwszy raz porwałam się na tak wielką powierzchnię do transferu i teraz tego żałuję. Idea była fajna, a wyszło jak zwykle.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tabliczka z sentencją. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tabliczka z sentencją. Pokaż wszystkie posty
piątek, 23 października 2015
środa, 21 października 2015
Tabliczka z sentencją
A oto kolejny przykład na to, że można coś ciekawego w rozsądnej cenie wykopać w sklepach, po których byśmy się nie spodziewali. Tu przykład ze sklepu "Netto". Za bezcen wykopałam tabliczki z sentencjami. Miały paskudne kolory (róż i turkus-seledyn), były lekko poobijane i podrapane. Na wierzchu miały nadrukowaną niezbyt starannie sentencję nieciekawymi, białymi literami. Lekkie uszkodzenia nie grały roli. Wszystko zakryje farba. Całą tabliczkę gruntownie przemalowałam na ciemny kolor, nałożyłam preparat spękający jednoskładnikowy, a następnie farbę ecru (moja ulubiona). Wyszukałam sentencję (cytat) w internecie. Z tym chyba było najtrudniej się zdecydować. Wybrałam cytat z "Małego Księcia" Antoine’a de Saint-Exupéry’ego. Nie sugerowałam się autorem - sprawdziłam dopiero po przeczytaniu - treść po prostu wydała mi się tak głęboko prawdziwa... Wybrałam motyw, nakleiłam, dodałam tekst metodą transferu i zabezpieczyłam kilkoma warstwami lakieru. A oto efekt końcowy:
wtorek, 21 kwietnia 2015
Rękodzieło uczy cierpliwości
Oto coś, co wyszło lepiej niż się spodziewałam. Nawet mi się podoba - he, he. Tabliczka z sentencją do przedpokoju, aby witała nas i naszych gości od progu, aby pokazywała, co jest dla nas ważne, jaki stosunek mamy dla naszego domku. Amerykanie mają swoje "Home Sweet Home", a my mamy "Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej", i właśnie tego drugiego powiedzenia użyłam. Przez chwilę się wahałam nad pierwszym, bo drugiego raz już w swoich pracach użyłam, ale wygrała we mnie siła odpowiedzialna za walkę z amerykanizacją naszego języka i życia. Po wybraniu tekstu przystąpiłam ostro do realizacji. Zagruntowałam tabliczkę, idealnie gładko przykleiłam serwetkę, wyszła tak fajnie pod kątem, było super nawet w stanie surowym. Wyszły mi nawet jakieś perforacje z serwetki, które sprawiały wrażenie, jakby coś było jeszcze maczkiem napisane. Normalnie fantastycznie !!! Zachwycona delikatnie lakierowałam. Bardzo mało lakieru, aby serwetka pod wpływem wilgoci nie pomarszczyła się broń Boże. Prawie suchy pędzel wielokrotnie przesuwał się po serwetce dając się jej napić jedynie minimalną ilością chemii. Tylko spokojnie, powoli, bez nerwowych ruchów. Tylko spokój może nas uratować. Powolutku!!! Dobra. Niech sobie schnie. Chyba się udało. Wybrałam czcionkę, wielkość liter, zrobiłam odbicie lustrzane i nacisnęłam "drukuj". Nożyczki, przymiarka i smarowanie transferem. Tabliczkę i kartkę. Szybkim ruchem przytknęłam do siebie. Dokładne wyprasowywanie pęcherzyków powietrza. Minuty leciały, a ja wpatrywałam się jak schnie, tak się wpatrywałam, że dziwne, że tabliczka nie zapłonęła. Ok Woda z kubka na palec i powoli rolujemy, rolujemy. No żeż... Napisy schodzą. Ok. Przeżyję. Będzie, że tak staro ma być, że się przez lata wytarły. Jedziemy dalej. No nie wierzę. Udziubała się serwetka na brzegu. Spokojnie, nie krzycz !!! Jakoś to uratujemy. Tu trzeba troszeczkę fałdę odciąć, coś dosztukuje, nie będzie widać, a tu co się dzieje.........????? Co to tak lekko schodzi. Co tu jest grane. No nie! Cała serwetka w pewnym momencie została mi w ręce, a tabliczka czyściutka uśmiechała mi się z blatu. Myślałam, że tym wszystkim trzasnę zaraz. Ale spokojnie - rękodzieło uczy cierpliwości. Wzięłam drugą połowę serwetki, ponownie przykleiłam (nie udało mi się już takiego fajnego kąta uzyskać i efektu pisma maczkiem), ale też było fajnie (jak w "Poranku Kojota" - "bunkrów nie ma, ale też jest fanie") Teraz duuużo lakieru, duuużo. Nowa czcionka, nawet fajniejsza i rolujemy. W pierwotnych planach, jeszcze miałam postarzyć brązową farbą brzegi, ale wyszło tak fajnie, klarownie, czysto, że już nie chciałam brudzić. Fajnie będzie wyglądać w przedpokoju ze starymi białymi meblami - świetnie się skomponuje.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)


